
Środowisko undergroundowe w Białymstoku powoli odżywa. Stare zespoły wracają do formy i znów zaczynają koncertować. Pojawiają się też młodzi, którzy mają zupełnie nowy pogląd na muzykę metalową. Całkowicie inną kategorię stanowią doświadczone już kapele, które właśnie teraz postanowiły „uderzyć” ze świeżym, poprzedzonym latami pracy materiałem. Do tej grupy zaliczyć można Effect Murder, który był gospodarzem imprezy noszącej nazwę Extreme Metal Underground.

Koncert w Kawiarni Fama przeszedłby zapewne bez większego echa, gdyby nie fakt, że związany został z premierą najnowszej płyty wspomnianych wyżej „Efektów” [ recenzja krążka już wkrótce na MiB!]. Wraz z White Worms Records muzycy zaprosili pięć kapel, które miały ich wspierać podczas tej piątkowej nocy. Minusem który z pewnością wpłynął na frekwencję koncertu była nieco zaporowa cena biletów. Start imprezy wyznaczony został na godzinę 18:00, jednak uległ on nieznacznemu przesunięciu. Jako pierwszy pojawił się debiutujący na podlaskiej scenie zespół Reincremation z Czarnej Białostockiej.
Kilkadziesiąt minut które mieli do dyspozycji muzycy pochodzący z miejscowości położonej kilkanaście kilometrów od Białegostoku wykorzystali nad wyraz dobrze. Mimo iż niezbyt przepadam za stylem muzyki, jaki wykonuje ta formacja (deathgrind), to jednak partie zostały zagrane poprawnie technicznie, za co należy się plus. Widać też spory postęp ich perkusisty, który zdecydowanie poprawił i rozbudował swój warsztat. Drobne wpadki wokalne nie przyćmiły obrazu całości, a niezłe solówki gitarowe przyciągnęły uwagę publiki.
Kolejnym składem który zaprezentował się w ramach Extreme Metal Underground było zasłużone już dla białostockiej sceny In Extremis. Maryo i spółka dali kolejny świetny występ. Po prawie rocznej przerwie koncertowej formacja wraca do formy i znów zaczyna pojawiać się na podlaskich imprezach metalowych (30.01.2010 r. wystąpili na Assault on Czarna Białostocka). Wywodzący się z bractwa historycznego Winland zespół był zdecydowanie jednym z moich faworytów. Panowie grają naprawdę dobre kawałki, w których oprócz typowo metalowej „rzeźni” przewijają się miłe dla ucha, melodyjne wstawki i zagrane z głową solówki. Myślę że jeśli zdecydują się oni na nagranie świeżego materiału, to są w stanie nieźle „namieszać” w undergroundowym środowisku.
Chwilę później pojawiła się pochodząca z okolic Olsztyna kapela Feto in Fetus. Najbardziej charakterystycznym jej elementem był bez wątpienia wokalista, który moim zdaniem nie wykorzystuje całego swego potencjału. Ze sceny mogliśmy usłyszeć klasyczny growl, grunt a także pig squeal, jednak w bardzo prostej formie, wymuszonej nie tyle brakiem umiejętności, co raczej stylem i formą muzyki. Wszystko grane było mocno, z uderzeniem, ale zabrakło odrobiny finezji, która uprzyjemniłaby odbiór muzyki Feto in Fetus i wprowadziła odmianę w jednostajnym, grindowym rytmie.
Czwarty zespół powinien być gwiazdą wieczoru – tak wypowiadała się zdecydowana większość zgromadzonych w Famie osób. Tak, mowa oczywiście o Effect Murder, który postanowił wystąpić „w środku stawki”. Po dość długich przygotowaniach zestawu perkusyjnego, ostatnich poprawkach stroju gitar, Stania (wokalista) rozpoczął show. Za całą opinię na temat występu wystarczyłby w sumie jeden zwrot – pełen profesjonalizm. Muzycy pokazali, że wiedzą jak grać ekstremalną i ciężką muzykę. Pod sceną kocioł, na scenie piekło, a nad wszystkim królują morderczo szybkie riffy Johnego i A.D. Rottena. Cały skład nie szczędził wysiłku, by to właśnie ich występ warty był zapamiętania. Świetną moim zdaniem inicjatywą było też rozdawanie specjalnego, promocyjnego wydania płyty wśród publiczności. Z pewnością przyczyni się to do zwiększenia popularności formacji i pozostawi miłe wrażenie wśród fanów. Osobna pochwała należy się basiście składu, który mimo kontuzji postanowił wystąpić i siał zniszczenie na równi ze swymi kolegami. Na zakończenie kapela zagrała przepotężny utwór Slava Panoramix`u i ustąpiła nadchodzącemu Bloodthirstowi.
Tutaj pojawił się malutki zgrzyt, bo zarówno Bloodthirst jak i będąca gwiazdą wieczoru blackmetalowa Furia okazały się po prostu słabsze niż poprzednie zespoły. O ile krwawe trio mogło spodobać się fanom ostrego thrashu okraszonego deathmetalowymi zagrywkami, to Furia rozczarowała sporo osób. Poznańska kapela zagrała poprawnie, widać było że koncerty to dla niej nie pierwszyzna. „Czarnometalowy” skład miał jednak dobre tylko … momenty. Być może się mylę, ale zespół w którym wokalista wychodzi na scenę zataczając się od nadmiaru alkoholu i w czasie występu ma problemy z utrzymaniem równowagi, to kiepski zespół. Muzyka przez nich prezentowana była bardzo prosta i daleko jej było do znanych mi blackmetalowych standardów. Być może to jednorazowa wpadka, zły dzień. Niemniej jednak dwa razy zastanowię się, zanim następnym razem pojawię się na ich kolejnym występie.
Krótko podsumowując Extreme Metal Underground można zaliczyć do udanych imprez, głównie ze względu na świetne występy podlaskich formacji. Po raz kolejny można było zobaczyć, jaka różnica (wypadająca oczywiście na korzyść białostoczan) jest między „naszymi” zespołami, a kapelami pochodzącymi z reszty kraju. Moim zdaniem to tu, na Podlasiu będą się dziać w tym roku ważne i ciekawe rzeczy, mające wpływ na undergroundową scenę metalu.
Stay evil!
Tekst: Bartosz Chrulski
Zdjęcia: Grzegorz Wilczewski www.wilczewski.biz
Tagi: extreme metal underground, metal, koncert, relacje, bartosz chrulski, grzegorz wilczewski, fama, effect murder, reincremation, in extremis, feto in fetus, bloodthirst, furia,