
Miejsce: Kathmandu, Nepal
SPROSTOWANIE: Poniższym tekstem nie faworyzuję i nie ganię żadnej religii. Nikogo nie chcę do niczego namawiać ani obrażać. Wszelkie wnioski wyniesione z poniższego tekstu należą do sfery prywatnej każdego czytelnika. Ja osobiście wierzę w Wielkiego Niebieskiego Pomidora.
Byłem w drodze do stolicy Nepalu, Kathmandu. Jechałem już prawie dwadzieścia godzin, nie wiedząc, ile czasu jeszcze zostało. Przyklejony do szyby próbowałem się zdrzemnąć. Skutecznie utrudniali mi to kierowcy, którzy katowali pasażerów nepalskim "disco". O ile z hałasem mogłem sobie jeszcze poradzić, to słuchanie w koło jednej i tej samej piosenki doprowadzało mnie do szału. Utwór natomiast spodobał się mojemu koledze, który siedział obok kierowców i tak jak oni walił rytmicznie rękoma w tapicerkę. Witamy w Nepalu.

Szczęśliwie złożyło się, że moja wizyta pokrywała się z najważniejszym tamtejszym świętem. Świętem światła "Diwali". Zwykle trwa ono kilka dni. Przygotowania polegają na "upstrzeniu" wszystkiego kolorowymi girlandami, chorągiewkami i lampionami wszelkiej maści i wielkości. Pojawiają się kadzidełka i maleńkie posągi bóstw szczęścia, ubrane w kwiaty. W powietrzu czuje się nadchodzące wydarzenie.
Cała magia zaczyna się dopiero po zachodzie słońca. Jak przystało na Święto Światła w nocy wszystko świeci, miga, błyska i wybucha. W ruch idą petardy i agregatory prądotwórcze. Pojawiają się grupki ulicznych muzykantów oraz tańczących dziewczyn. Całe miasto bawi się przednio. I to bez alkoholu! Naprawdę tam jest to możliwe!
W centrum Kathmandu na Durbar Square kilkunastu mnichów przygotowało wielką i kolorową mandalę. Zgodnie z jej przesłaniem, błyskawicznie ją zniszczono. Przybyli inni mnisi z pobliskich klasztorów. Jeden z nich znajdował się bardzo blisko miasta. Tam właśnie postanowiłem się udać.

Wystartowałem tam następnego dnia, wcześnie rano. Święte miejsca zakłada się na trudnodostępnych obszarach. Jaki jest tego sens? Aby mieć możliwość obcowania z takim miejscem, należy najpierw natrudzić się aby tam się dostać. Schylić kark i nieraz na czworaka piąć się pod górę. Zupełnie jak w naszym życiu, prawda?
Po pokonaniu kilkuset stopni od razu zabrałem się za robienie zdjęć. Poświęcałem się temu niczym prawdziwy turysta, kiedy spostrzegłem kilku panów ubranych w jednakowe ciemnoczerwone szaty. Wtedy dotarło do mnie, że nie po zdjęcia tutaj się wdrapałem.
Schowałem aparat i usiadłem na ławce. Z głośników wydobywały się dźwięki mantry. Słońce powoli zaczęło ogrzewać powietrze. Siedziałem tak i starałem się wyciszyć, na ile to było możliwe.
Nagle przysiadł się do mnie jeden z nich. Starszy pan. Mnich o niesamowicie życzliwym wyrazie twarzy.
(w przybliżonym tłumaczeniu:)
<mnich> Z jakiego kraju jesteś?
<adam> Namaste. Z Polski. To kraj między...
<m> Namaste. Chyba wiem gdzie to jest (uśmiech).Co tutaj robisz?
<a> Siedzę, słucham, patrzę na ludzi. Zrobiłem kilka zdjęć.
<m> Podoba ci się tutaj.
<a> Bardzo. Tutaj jest zupełnie inaczej niż z moim kraju. Wszystko inne. Nawet religia.
<m> Co jest innego w religii?
<a> (wpadłem w swoje sidła) wiele rzeczy.
.......
<a> Na przykład to, że w moim kraju "mnisi" mają więcej niż potrzebują.
<m> Moje ubranie też nie jest mi potrzebne. (uśmiech)
<a> Chodzi o co innego. W moim kraju "mnisi" mają nowoczesne samochody. Niektórzy mają bardzo dużo pieniędzy.
<m> Twój Bóg dawał przykład aby nie przywiązywać się do rzeczy materialnych. Mieć tyle, ile potrzeba. A resztę rozdać bardziej potrzebującym.
<a> Ale czasem tak nie jest. W moim kraju niektórzy "mnisi" są najbogatszymi ludźmi w kraju.
<m> (uśmiech i kiwanie głową z niedowierzaniem)
<a> Poważnie. Ale tak jest chyba na całym świecie.
<m> Nauczyciel naucza. Należy go słuchać.
Po dachach skakały małpy. Co chwila tylko zerkały, czy przypadkiem nie rzucę im czegoś smakowitego. Wracając jeszcze raz spojrzałem w stronę góry. Gdzieś pomiędzy drzewami dojrzałem wymalowane na ścianie oczy Buddy.
Adam Guzowski
W następnym spotkaniu opiszę (na przestrogę) kilka sytuacji, w których turysta wobec miejscowych okazał się chamski poza granice przyzwoitości.
Tagi: Adam Guzowski, styl życia, podróże, białystok podróże, nepal, kathmandu, buddyzm, religia,