Made In Bialystok

 

Sonda

  • TAK CZY NIE?
głosuj     wyniki

Michał Witkowski: Jestem załamany stanem polskiej literatury

autor: Mariusz Rajkiewicz,
12.12.2009, 11:17


Michał Witkowski - autor jednej z najciekawszych premier wydawniczych tego roku, "Margot" (przeczytaj naszą recenzję - KLIKNIJ) - z Mariuszem Rajkiewiczem rozmawia o świecie celebrytów, literaturze i różnych obliczach homoseksualizmu. Zapraszamy!


Mariusz Rajkiewicz: W jednym z wywiadów powiedziałeś, że zawsze Cię ciągnęło ku gwiazdorstwu, a literaturę wybrałeś tylko dlatego, że przy pisaniu ,"najmniej cię widać". Na początek chciałem zapytać o powody Twojego pisarstwa, o to co Ci daje impuls do tworzenia i jakie potrzeby dzięki niemu zaspokajasz ?

Michał Witkowski: Odwrotnie: właśnie żałuję, że przy pisaniu najmniej widać człowieka. Ale nieważne. Pisanie, gdy już wychodzi, co zwykle najpierw idzie jak z kamienia, to daje rozkosze z niczym nieporównywalne. To uzależnia. Tęskni się do tego stanu, gdy żyje się wewnątrz powstającej książki i cały świat jest tylko utkany z literatury. Tak więc obecnie powody mojej aktywności pisarskiej są takie: 1) tęsknota do tego cudownego stanu, gdy powieść jest już mocno zaczęta i "sama się pisze" dalej, 2) kasa, 3) sława, 4) sex (niewielki), 5) umowy, z których trzeba się wywiązać.

W Twoim pisarstwie bardzo często wykorzystujesz wątki autobiograficzne, ale też fantazjujesz na ich temat, a niekiedy bezczelnie je fałszujesz. Jako autor jesteś demiurgiem - posiadasz moc tworzenia alternatywnych życiorysów, na przeżycie których być może nigdy nie zdecydowałbyś się w rzeczywistości. Ciekawi mnie na ile przebieg losów Twoich bohaterów odzwierciedla Twoje potrzeby poznawcze? Czy literatura posiada moce terapeutyczno-transgresyjne?

Przykład terapeutycznej roli literatury: można sobie wziąć udział w Sylwestrze na Rynku we Wrocławiu, jako główna gwiazda wieczoru, co w życiu jest raczej trudne do osiągnięcia... Można sobie pomarzyć, postwarzać światy ciekawsze od tego, który jest wokół, a jednak na tyle podobne, że wydaje się, że tylko naszą winą jest, że świat nie jest tak cudowny jak na papierze.

A propos autobiografii… W ,,Fototapecie’’ zamieściłeś opowiadanie ,"Kolaboracja" – jako dziecko wygrałeś w ,,Teleranku’’ konkurs na opowiadanie o dzieciach z Leningradu. Mam wrażenie, że w konkursie na medialne ,,mielenie’’ Twojej biografii ta niespotykana historia została niesprawiedliwie pominięta. Nadróbmy zaległości…

Nie została pominięta. Akurat to opowiadanie jest prawie dokładnie zgodne z rzeczywistością. Ojciec napisał mi wypracowanie, ja to miałem gdzieś. Wysłał na moje nazwisko, bo bardzo chciał pojechać na wycieczkę do Leningradu. Nawtykał tam różnych socrealistycznych motywów, no i panowie z Woronicza zakochali się w tym - jakże partyjnie po linii myślącym młodym chłopcu z Wrocławia.

Jesteś współautorem "Tekstyliów" - antologii literatury roczników siedemdziesiątych. Którzy z umieszczonych tam twórców najlepiej przetrwali próbę czasu? Czy masz swoich faworytów wśród młodszych roczników?

Jestem załamany stanem dzisiejszej literatury polskiej. Przez całą dekadę tylko dwa odkrycia: Masłowska i Bator. To troszkę mało. Przy tym Masłowska w ostatniej sztuce bardzo się pogorszyła, moim zdaniem. Zostaje więc biedna Joasia Bator, może Głowacki, który jednak został odkryty już w latach osiemdziesiątych... Nic. Pustką wieje. Nuda i kończenie się starszej generacji. Jeszcze Pilch. Jeszcze może Dycki, też już się powtarzający. Z ,,Tekstyliów’’ kto przetrwał? Sam sobie odpowiedz, w świetle tego, co przed chwilą powiedziałem.

Pisząc ,,Lubiewo’’ wywołałeś małą burzę. Zmusiłeś nas - otwartych, światłych Polaków - Europejczyków do przewartościowania swojego stosunku do Obcego, Innego; wręcz wytrąciłeś nas z równowagi zobrzydzając nam pojęcie tolerancji. Zdążyliśmy polubić gejowskie kluby (ach ten lans), zaakceptować, że "homo robią to w domu po kryjomu" i że nieźle, chociaż drogo strzygą. Ogólnie zrobiliśmy się tacy gej - friendly. I nagle pojawiło się "Lubiewo", z tym obrzydliwym, cuchnącym grzechem i brudem pedalskim półświatkiem. Zabrałeś społeczeństwu cywilizowanego geja, a oddałeś syfiastą, genetowską, nikomu niepotrzebną ciotę. Opłaciło się?

Nie "małą burzę" tylko "wielką burzę", to raz. Po drugie - społeczeństwo dalej ma swojego geja, gej jest wytworem neoliberalnego, późnego kapitalizmu i takim pozostanie. Ciota jest jego drugą twarzą, krzywym zwierciadłem, antygejem, produktem ubocznym. Takim śmieciem, odpadającym przy szlifowaniu brylantu. I jako taka zawiera w sobie wszystko to, co tkwi i w geju, ale co ten chciałby w sobie ukryć, jak ukrywa kobiecość pod przykrywką siłowni, dżinsów, krótkiego, żołnierskiego ostrzyżenia, zbyt męskiego zachowania.

"Lubiewo" ocieka wręcz PRL-owską nostalgią, główne postacie to mentalne ofiary transformacji nieradzące sobie z nagle odzyskaną wolnością i indywidualizmem. Mniejsza o PRL, ale ta nieumiejętność życia skazuje je na jakże modne w lewackim dyskursie wykluczenie. Ja do dziś nie potrafię zrozumieć, jakim cudem (tak ładnie trafiając w aktualny temat) nie stałeś się lewicowym pieszczochem…

Bo ja nie jestem lewicowy. Ani prawicowy. Moją racją jest racja atrakcyjności literackiej. Nie oceniam, nie moralizuję. Jeśli zło jest ciekawsze dla literatury, niż dobro, jeśli ,,czarny’’ charakter ciekawszy od "białego" - to cieszę się, że jest! A oni wychodzą z założenia: zło potępiać, niszczyć, ganić, niech będzie tylko dobro, segregacja odpadów, legalizacja, świat bez napięć.

Jedna z postaci "Margot" - Kapral ,,żyje w obozie koncentracyjnym uczuć’’. Mam wrażenie, że tym określeniu ukryty jest uniwersalny klucz interpretacyjny dotyczący życia uczuciowego większości Twoich bohaterów. Dlaczego w świecie Witkowskiego tak trudno o uczucia, wszędzie tylko ,,ruja na potęgę’’?

Sam żyję w obozie koncentracyjnym uczuć. Głód jest taki, że zjedzono już wszystkie obierki i obecnie żywi się dymem i kurzem... To o czym mam pisać?

W "Margot" po raz kolejny wykorzystujesz sprawdzony patent - tworzysz kolejną mitologię środowiskową, odtwarzasz (tworzysz?) jej język, subkulturę. Tym razem jest to środowisko tirowców - skąd taki wybór, co Cię w nim urzekło?

Nudzi mnie odpowiadanie wciąż na to pytanie. Wiesz, wydawało mi się, że oni są takimi dzisiejszymi marynarzami, nośnikami przygody. Bywa jednak bardzo różnie. Osoby ciekawe, zawsze będą ciekawie opowiadały, a nieciekawi opowiedzą ci przygodę, że im puściło koło itd.

Twoje historie zwykle snują się leniwym sentymentalizmem, są trochę jak zdjęcia oglądane w albumie, przy odrobinie uwagi ukazujące skrywany wdzięk. W "Margot" chyba po raz pierwszy tak bardzo podkręcasz tempo: historia jest bardzo współczesna, aż lepi się od medialnego bełkotu ad 2009. Skąd taka zmiana? Wątek Waldka Mandarynki czytałem trochę jak dalszy ciąg przygód Stanisława Retro z ,,Pawia królowej’’ Doroty Masłowskiej - takie przaśno - apokaliptyczne studium zdebilenia współczesnej kultury. Czy to nie za daleki trop?

Mamy z Masłowską podobną historię, która generuje podobne wątki: z dnia na dzień staliśmy się gwiazdami, znaleźliśmy się nie w Warszawie, tylko od razu w samym centrum Warszawki. Ja nie znam w Warszawie nikogo poza aktorami, stylistami, paniami z pism kobiecych... Nigdy tu nie chodziłem do szkoły, nie miałem normalnych znajomych. To i każde z nas chciało opisać ten nowy świat.

W ,,Margot’’ scenarzyści, w celu ożywienia nudnego "Big Brothera", wpuszczają do programu geja. Z tego co wiem, brałeś udział w jednej z edycji polsatowskiego ,,Baru’’. Podziel się proszę wspomnieniami…

Byłem tam tylko jako gość, a kolesie byli totalnie zszokowani mną i tematem, a także ,,Lubiewem’’, które czytałem im na wizji jeszcze w maszynopisie. Potem scenarzysta zaproponował mi zostanie w domu na tydzień, dwa, ale wieczorem wylatywałem do Londynu i to zaproszenie olałem, z ulgą odpiąłem mikroport. Potem miałem być w ,,Big Brother Vip’’ i po przeczytaniu regulaminu odleciałem...

Prawie na samym początku książki Margot mówi: ,,cierpię za miliony’’, po chwili dodając: ,,szkoda, że nie euro’’. Koniec lata [moment pierwotnych przygotowań do wywiadu, trochę to potrwało - przyp.red.] jest takim dziwnym momentem, w którym, chcąc nie chcąc, pielgrzymujemy w Polsce przez naszą martyrologię: powstanie warszawskie, wybuch drugiej wojny światowej czy wejście Rosjan 17 września. Z drugiej strony, nieustająca pogoń konsumpcyjna powoduje, że jeśli mamy cierpieć, to rzeczywiście za euro, przecież euro jest wymieniane na produkty. Mesjanizm się nie opłaca? Czy tylko konsumpcja ozłaca?

W dzisiejszych czasach wszyscy pouczają nas, że przyczynić się społeczeństwu możemy tylko kupując, nabijając wskaźniki wzrostu gospodarczego. Wszyscy wpatrzeni są w słupki przedświątecznej konsumpcji i z zapartym tchem obserwują, na ile drgną. Oczywiście, mesjanizm mógłby się odrodzić z dnia na dzień i w ogóle wszystko może się nagle zmienić, cała Unia może się pobić, bo to, co w człowieku zwierzęce, siedzi w nim utajone i tylko czeka na okazję. Znowu mogą być ewakuowane całe miasta itd. itd. Wcale by mnie to nie  zdziwiło


Podczas ostatniej gali nagrody Nike, prowadząca show Grażyna Torbicka zapowiedziała, że zwycięska książka zostanie wydana w formie audiobooka, dzięki czemu - jak podkreśliła - ,,dziś, żeby mieć kontakt z literaturą współczesną nie trzeba już umieć czytać''. Sama wypowiedź jest już doskonałą perełką. Ciebie chciałbym zapytać skąd wziął się pomysł na wydawanie Twoich powieści w formie audiobooka i jakim zainteresowaniem się one cieszą?

Moje audiobooki cieszą się wielkim i zasłużonym zainteresowaniem, często większym niż książki. Sam, nagrywając je, czuję, że oto mogę czytelnikowi narzucić moją interpretację tekstu, moją jego melodię, rytm, rym, itd. Pisząc, czuję, jak to powinno zostać wypowiedziane, szczególnie w tych fragmentach monologów wypowiedzianych, monodramowych.

Mam wrażenie, że przeszedłeś naturalny w Polsce proces oswajania z popkulturą. Najpierw media Cię pokochały, nadgryzły i nadtrawiły, by ze spokojem dojść do rozłożonego w czasie publicznego linczu. Dziś modne jest kopanie Witkowskiego, nazywanie jego twórczości plastikiem i ogłaszanie światu, że autor się już skończył. Najwyrazistszym przykładem i dobrym podsumowaniem tego typu działań jest ,,List otwarty do Michała Witkowskiego'' Jasia Kapeli, opublikowany na stronie Krytyki Politycznej. Jak się czujesz będąc sezonową zwierzyną łowną? Jesteś zły, zadowolony z szumu wokół Ciebie, czy może szczęśliwy, że za chwilę wszystko wróci do normy?

Każda gwiazda jest krytykowana, właściwie na tym polega cała frajda z gwiazd, że można je bezkarnie opluwać. Osobiście nie mam nic przeciwko opluwaniu mnie, lubię wkurwiać tych niektórych tatuśków z naszej krytyki, ale za opluwanie należy płacić w gotówce. Dodę się opluwa, ale zarabia 116 milionów rocznie... Ja w sobie już dawno wyrobiłem totalną nieprzemakalność na krytykę. Sam znam wady np. "Margot", ale skoro zdecydowałem się ją opublikować, to znaczy, że znam także i jej zalety. Mam oczy, nikt mi nie musi mówić, na jakim etapie jestem.


Swego czasu głośno było o przymiarkach do ekranizacji ,,Lubiewa''. Myślisz, że możliwe jest dobre przełożenie ,,Lubiewa'' na język filmu? Komu z polskich twórców byś to zadanie powierzył?

Powierzyłbym Trelińskiemu, ale nie ma o czym gadać, bo nie przyznano dotacji na "Lubiewo". Za to zarówno Barbara jak i Margot mają się świetnie w teatrze, który jest mi medium bliższym niż film.


Ponoć robisz nabór do kapeli rockowej? Jakie trzeba spełnić warunki? Może się nadam…I przy okazji chcę zapytać o twórczość ,,Świetlików''. Znasz, lubisz?

Kapela już jest ułożona. Obecnie trwają już pierwsze próby. Pierwsza piosenka nagrana będzie pewnie gdzieś późną wiosną. Z twórczości Świetlików wyrosłem na pierwszym roku studiów. Zespół się dopiero kształtuje, tzn. skład osobowy jest ustalony, ale trwają dyskusje na temat stylu, w jakim chcemy komponować. Każdy ma swoje ulubione brzmienia, ale chodzi o to, żeby ich nie kopiować. Nie chcemy też robić coverów.


 


Mariusz Rajkiewicz, napisz do autora!

Tagi: Michał Witkowski, książka, literatura, ludzie, styl życia, Mariusz Rajkiewicz,


« powrót

Nasi partnerzy