Made In Bialystok

Sonda

  • Której z wizytówek Białegostoku brakowałoby Ci najmniej?
głosuj     wyniki

Ram nam satya he - Imię Boga jest prawdą

autor: Adam Guzowski,
22.01.2010, 17:25


Indie, Varanasi, godzina 5:00 rano


Podniosłem się jeszcze przed budzikiem. Zimny prysznic zrobił swoje. Na śniadanie kilka suchych kabanosów i butelka wody. Spakowałem aparat i obiektyw do plecaka. Do kieszeni wrzuciłem 20 USD i zabrałem się za tworzenie maski "ninja" z t-shirtu, aby ukryć twarz.
Obudził się kolega, z którym dzieliłem pokój. Zaspany zapytał:
- Zwariowałeś, naprawdę chcesz to zrobić?
- No jasne - odparłem bez chwili wahania.
Kiedy zamykałem drzwi od pokoju rzucił mi na odchodne:
- Tylko, żebym ja ciebie z policji nie musiał wyciągać.

Varanasi to święte miasto Hindusów, położone przy rzece Ganges. O ciasnych uliczkach, gdzie święte krowy produkują tony świętych odchodów. To co mnie tu przyciągnęło to obrzęd palenia zwłok oraz ludzie z najniższej kasty.

Dla wyznawców hinduizmu zostać spalonym nad brzegiem Gangesu to prawdziwy zaszczyt. Dodatek drzewa sandałowego w stosie pogrzebowym powoduje, że nie czuje się smrodu. Po około trzech godzinach ciało jest spalone. Czaszka pęka i dusza jest wolna. Prochy wrzuca się do Gangesu. Najbliższa osoba zmarłego ubiera się na biało i goli sobie głowę, zostawiając z tyłu kępkę włosów. Nie pali się dzieci, kobiet w ciąży, ludzi ugryzionych przez kobrę i świętych mężów Sadhu. Ich ciała wrzuca się do rzeki. Oto cały obrzęd w skrócie. Ludzie pracujący tam, zachowują się normalnie. Nie ma w nich sztucznej powagi, zadumy czy smutku.
-A co mam myśleć? Taka jest moja praca. Wy grzebiecie ludzi w ziemi. To jest dopiero straszne. - mówi mi starszy pan pracujący przy ważeniu drewna.
Później dodaje, że wszyscy tutaj to "low cast people".

Zapalił wielkiego papierosa, którego dym okropnie śmierdział.


Podczas naszej rozmowy pojawiło się kilka nowych ciał. Co chwila słyszałem nowe krzyki informujące, że niesione jest nowe ciało. Krzyczeli w kółko - ram nam satya he, zbiegając w stronę stosów. Stałem i patrzyłem na to, co się dzieje wokół. Nie robiło to już na mnie większego wrażenia. Paliło się parę stosów. W końcu udało mi się "udobruchać" jednego mężczyznę. Pokazał miejsce, gdzie z ukrycia mogłem zrobić zdjęcia. Dał mi parę minut, zagadując policjanta. Adrenalina pulsowała w żyłach. Za chwilę miałem przecież uwięzić czyjąś duszę. Nielegalnie.

Przesiąknięty dymem, wieczorem wróciłem do pokoju. Tamten dzień pozostanie na długo w mojej pamięci. Głównie ze względu na magię, którą to miejsce było przesiąknięte. Obrzęd niezmienny od setek lat. Tam nikt nie podjeżdża nowiutkim samochodem, nikt nie stroi się w markowe ciuchy. Tam ludzie gromadzą dobre uczynki teraz aby po śmierci móc żyć lepiej.
Może by pomyśleć nad taką inwestycją? Wydaje się dość profitowa. Zerowe ryzyko straty, bardzo wysoki procent zysku.

Następny tekst będzie idealny do aktualnej sondy. "Czy wierzysz w Boga?". Serdecznie zapraszam do Nepalu na spotkanie z buddyjskim mnichem.

Adam Guzowski

Tagi: Ram nam satya he - Imię Boga jest prawdą, Adam Guzowski, podróże, białystok podróże, ludzie białystok, styl życia,


« powrót

Nasi partnerzy